„Znowu Ci nie wyszło” – czyli dlaczego ludzie wypominają innym porażki?

walking

Żyjemy w świecie, gdzie liczy się przede wszystkim kariera i osiąganie sukcesów. Oczywiście nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, w jaki sposób się do tego dąży. W wielu przypadkach to „wyścig szczurów”. Pojawia się swego rodzaju dehumanizacja. Człowiek przestaje  liczyć się z drugim człowiekiem i z tym, co on odczuwa. Liczy się jak najszybsze osiągnięcie tego, co się zamierza posiadać. „Po trupach do celu”, najlepiej bez żadnych potknięć. A przecież porażki zdarzają się każdemu i bez ich występowania nie da się dotrzeć do celu.

Świat przepełniony jest perfekcjonizmem. Wszystko musi być idealne, bezbłędne, więc droga do sukcesu nie mogłaby wyglądać inaczej! Dodatkowo musi być szybko, bo przecież nie ma czasu na budowaniu wszystkiego krok po kroku! Czy to dobry sposób? Niekoniecznie. Kluczem do sukcesu są właśnie te małe kroczki, które często porównywane są do nauki chodzenia u dziecka. O ile kiedyś wydawało mi się, że to zbyt banalny przykład, to dziś uważam, że ciężko byłoby znaleźć lepszą analogię. Dziecko zanim nauczy się chodzić (czyli osiągnie swój cel) wiele razy przewraca się, upada, jednak po chwili wstaje i idzie dalej z uśmiechem na twarzy, bo przecież robi coś nowego, fascynującego. Coś, co daje mu radość. Jednak nasuwa mi się tu jedna różnica, a mianowicie to, że gdy obserwujemy proces nauki chodzenia to odczuwamy radość i podziw dla tej małej osoby, która tak zawzięcie dąży do opanowania tejże umiejętności. Nigdy nie mówimy „ona/on znowu się przewróciła/przewrócił, nie powinna/powinien kontynuować nauki”, ale gdy dotyczy to naszych sukcesów, zawsze znajdzie się ktoś, kto wypomni nasze upadki, kiedy już się podniesiemy i próbujemy iść dalej. Dlaczego się tak dzieje?

Myślę, że wynika to przede wszystkim z chęci leczenia tym swoich kompleksów. Dla niektórych to doskonały sposób na poczucie się lepszymi i pokazanie pozornej wyższości. Przecież dużo łatwiej przypominać komuś, że kiedyś coś nie do końca poszło po jego myśli, że coś się nie udało. A czy jest na świecie choć jeden człowiek, któremu zawsze wszystko wychodzi idealnie? Jeśli tak to są dwie opcje: albo nie robi nic albo po prostu nie dopuszcza do siebie tej myśli, że coś się nie powiodło, przez co sam siebie skazuje na porażkę, a szczególnie w pierwszym przypadku. Wielu osobom wygodniej skupić się na naszych gorszych momentach, ponieważ zawsze jest szansa, że jak ktoś je nam przypomni to się poddamy, przez co zmniejszy się konkurencja do osiągnięcia celu, którego wypominająca osoba przecież i tak nie osiągnie, bo czas, który mogłaby poświęcić na dążenie do niego przeznacza na niszczenie nas. Może brać się to też z niskiej samooceny, z której wynika także niskie poczucie własnej skuteczności. Skoro nie wierzy, że sam może to osiągnąć to dlaczego (według niego) my mielibyśmy to mieć? Silnie akcentuje się tu zazdrość. Ludzie robią wszystko, żeby utrudnić nam poczucie szczęścia i zadowolenia. To zbyt mocno by ich drażniło, bo są nieszczęśliwi z samymi sobą.

Jak sobie z tym radzić? Przede wszystkim warto uświadomić sobie, czym spowodowane są takie „ataki” w naszą stronę. Mam świadomość tego, że to niekiedy bardzo trudne, ale trzeba próbować. Sposobem na uniknięcie nadmiernego rozpamiętywania przeszłości jest odwaga i asertywność, które pomogą przeciwstawić się osobie, która próbuje nam (często na siłę) przypominać każdy, nawet najmniejszy błąd. Nie mówię, że trzeba całkowicie wyrzucić z pamięci wszystkie małe i większe porażki, bo wszystko jest po coś, ale taktować je jako nauka, żeby nie powielać kilka razy tego samego zachowania. Nie można traktować ich jako przeszkoda do realizacji swoich zadań i marzeń.

Porażką nie jest upaść, porażką jest nie podnieść się silniejszą/silniejszym i bogatszą/bogatszym o nowe lekcje i doświadczenia!

14442813_1268300553204006_564281932_n

10 uwag do wpisu “„Znowu Ci nie wyszło” – czyli dlaczego ludzie wypominają innym porażki?

  1. No ,nie tylko obrazek☺
    Tekst też ma swe zalety.
    Tylko zauważ że wszystko zależy od środowiska w którym uczymy się „chodzić”. Niestety coraz częściej jest to nauka ze najlepiej jest wspiąć się na głowę tego komu postawisz nogę. Cóż, przykłady tego łatwo schodzą z góry, od tzw. Elit na dół.
    Dziś widać jak nam zaszkodziło Nie odcięcie się od przeszłości. Możesz uważać inaczej, lecz gdyby 90-ty był zamknięciem związków z komuną (tak jak było wszędzie poza Polską) to dziś nie byłoby afery związanej z kradzieżą nazywaną reprywatyzacją i miliona innych w różnej skali. Aby drugi człowiek był wartością samą w sobie, muszą istnieć jakiekolwiek wartości obok kasy😕
    Pozdrawiam Zb

    Polubienie

  2. Bardzo dobry tekst! i grafika;-) Ale warto też wspomnieć o tym, że często my sami nie dopuszczamy do siebie, że możemy być nie-tak-bardzo-profesjonalni i sami sobie rozpamiętujemy własne błędy i porażki, zamiast czerpać z nich naukę na przyszłość 😉 a to wcale nie takie łatwe 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s